Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Kto popsuł zabawkę? Upadek armii austriackiej w trzeciej ćwiartce XIX wieku
#1
Klęskom armii austriackiej w drugiej połowie XIX wieku poświęcono tony papieru, stawiając mnóstwo diagnoz: iglicówki, błędna taktyka, złe szkolenie, kiepscy dowódcy, koleje, telegraf,  liberałowie, parlament, pech, itp., itd.  Omijano jednak praprzyczynę problemów, bo szukając za głęboko można było popełnić herezję i świętokradztwo. Franciszek Józef (Franz Josef) wciąż jest uosobieniem blasku cesarstwa a jego kult podtrzymują liczne legendy i filmy z Romy Schneider. Chodzi o wielki biznes: sam tylko pałac Schönbrunn rocznie odwiedza 2 mln turystów. Czy warto pamiętać że majestatyczny starszy pan był także autokratycznym despotą  i grabarzem cesarstwa?

Urodzony w roku 1830 Franek związał się z armią bardzo wcześnie. W wieku 10 lat wstąpił do wojska (3 pułk dragonów) i już po 3 latach dosłużył się pułkownika.  Przy tym tempie kariery na 18 urodziny można oczekiwać stanowiska naczelnego wodza. To się spełniło w roku 1848, gdy nasadzono mu cesarską koronę. W poradniku wyboru zawodu, przy pozycji: cesarz, jest napisane: zdolności polityczne, wojskowe i dar dobierania ludzi. Były Franek, a obecnie: cesarz FJ, nie posłuchał, i będąc beztalenciem we wszystkich tych dziedzinach docisnął tylko mocniej koronę do głowy. W młodości FJ otrzymał staranne wykształcenie ogólne ale jego edukacja wojskowa zakończyła się na poziomie pułku, w dodatku kawalerii, z jej konserwatyzmem i pogardą dla intelektu. Praktyczne doświadczenie ograniczyło się do bitwy pod Santa Lucia w roku 1848, którą przyszły cesarz bardzo odważnie obserwował.

W wielonarodowym imperium głównym zadaniem armii była ochrona dynastii. Rok 1848 pokazał że monarchię podtrzymują bagnety. Dla władcy wojsko było najważniejszą instytucją. Przekonany o swym boskim posłannictwie, zarozumiały młodzian o autokratycznych ciągotach postanowił osobiście objąć dowództwo. Tytularne zwierzchnictwo nad wojskiem przysługuje każdemu monarsze ale zwykle realizują oni swe prerogatywy przez kompetentne gremia, jak ministerstwa wojny czy sztaby generalne. Fryderyk Wielki czy Napoleon I z powodzeniem dowodzili armią osobiście, także w polu. Jednak akurat ci władcy byli obdarzeni otwartym umysłem, przenikliwą inteligencją i militarnym geniuszem. FJ nie grał w tej lidze. Posiadając raczej miałki intelekt miał tylko dwa hobby: myślistwo i wojsko. W pierwszym przypadku zagrażał tylko dzikom i zającom, ale w drugim - reszcie państwa.

Politykiem FJ okazał się nieudolnym. Poważny błąd popełnił w czasie wojny krymskiej. Aliantom się nie przysłużył ale zantagonizował Rosję, która kilka lat temu pomagała tłumić powstanie na Węgrzech. Później FJ będzie ogrywany przez Cavoura, Napoleona III, Wiktora Emanuela, Bismarcka, itd.

FJ był formalistą i oprócz lojalności u żołnierzy najwyżej cenił bezwarunkowe posłuszeństwo rozkazom i ścisłe przestrzeganie regulaminów (przepisowy wygląd też był w cenie). Natomiast profesjonalną edukację uważał za zbędną. Sądził że jakość armii zależy nie od wykształconych oficerów, ale odważnych i rycerskich żołnierzy. Wierząc w swój geniusz i posłannictwo FJ nie tolerował krytycznych opinii a na doradców wybierał arystokratów, którzy podzielali jego poglądy i mu schlebiali. Główną rolę grał książę Karol von Grünne  - dyletant, intrygant i miernota, któremu niedostatek wiedzy i intelektu Bozia wynagrodziła nadmiarem ambicji. Zostawszy adiutantem cesarza działał w jego imieniu i za jego aprobatą. Ministerstwo Wojny i sztab kwatermistrza generalnego wylądowały na marginesie, cesarz budował własny "sztab".

Adiutant Grünne zarządzał sprawami personalnymi. Wyższe, a zwłaszcza najwyższe stanowiska zapełniały się ludźmi których jedyną kwalifikacją było arystokratyczne pochodzenie i konserwatywne, reakcyjne poglądy. Wojskowe wykształcenie uznano za zbędną fanaberię, ponieważ, jak każdy wie,  o wyniku bitew decyduje tylko odwaga żołnierzy a nie wiedza i inteligencja oficerów. Wystarczyło 10 lat aby podstawową słabością cesarskiej armii stali się jej dowódcy, zwłaszcza wyższego stopnia. Słabo wykształceni, konserwatywni, pozbawieni wyobraźni i inicjatywy, lubowali się w defiladach i ceremoniach ale wojskiem potrafili manewrować tylko na placu musztry. Ten trend personalny odzwierciedlał jednak w pełni upodobania cesarza.

Jak dalece FJ oderwał się od realiów pokazuje objęcie naczelnego dowództwa armii włoskiej w drugiej fazie wojny 1859. Nie miał doświadczenia bojowego ani umiejętności kierowania armią. W realu wyglądało to inaczej niż z okien pałacu Schönbrunn. W ten sposób za "dowództwo" pod Solferino spadło na niego odium klęski w bitwie, którą generałowie przegrali i bez jego pomocy.

W Austrii obowiązywała powszechna służba wojskowa. Każdy z okręgów dostarczał wyznaczoną liczbę rekrutów. Poborowych losowano z puli 20-latków. Średnie lub wyższe wykształcenie zwalniało od służby. Ale i inni w razie pecha w loterii mogli wykupić się od wojska za 1200 guldenów. Kupa kasy: np. podporucznik zarabiał guldena dzienne. Jednak służba, zwłaszcza w piechocie, była tak niepopularna że zamożniejsi obywatele masowo z tej furtki korzystali. Kto zatem efektywnie trafiał w szeregi? Niezamożni chłopi, stłamszona ciężkim losem biedota, wiejskie głupki, nieudacznicy i niebieskie ptaki wszelkiej maści, ogólnie: ludzie o niskim poziomie intelektualnym (i często moralnym). Niektóre okręgi rekrutacyjne pozbywały się przy okazji "podejrzanego elementu". Poziom analfabetyzmu wysoki, czasem szacowany nawet  na 90%. Warunki służby były fatalne. Rekrutów poddawano brutalnej dyscyplinie, kary za drobne nawet przewinienia były surowe, poniżające i najczęściej cielesne. Z powodu głodowego żołdu wielu żołnierzy dorabiało sobie "fuchami" po służbie. Złe wyżywienie i kiepskie warunki sanitarne skutkowały wysoką śmiertelnością z powodu chorób, rzędu 2% rocznie.
[Obrazek: df232fc755a11e93m.jpg]
Służba trwała 10 lat, z czego 2 ostatnie w rezerwie. Jednakże z powodów finansowych wstępnie przeszkolonych i zaprzysiężonych rekrutów wysyłano do domu na bezpłatny urlop, z którego w każdej chwili można go było odwołać, np. na manewry. W praktyce piechur spędzał w jednostce 1.5 do do maksymalnie 3 lat. W artylerii lub wojskach inżynieryjnych było to 4~6 lat, w kawalerii jeszcze dłużej, ale w tych wojskach służba była bardziej absorbująca. Na urlopie żołnierz podlegał wojskowej jurysdykcji. Efektem urlopowania było szwankujące wyszkolenie i dyscyplina żołnierzy, zwłaszcza w piechocie, gdzie uzyskanie posłusznego manekina wymagało stałego drylu. Szkolenie polegało głównie na ogłupiającej, mechanicznej musztrze, często paradnej, która nie przygotowywała żołnierzy do realnych warunków pola walki. Większe ćwiczenia i manewry były rzadkie i ustawiane pod efekt wizualny, szczególnie gdy wizytowały "grube ryby". Sam FJ uwielbiał defilady i stale występował w mundurze.

Podoficerem mógł zostać tylko ktoś władający językiem niemieckim, co mocno ograniczało wybór.  We wielonarodowym cesarstwie oficerowie często nie władali językiem swych podwładnych i przy komunikacji z żołnierzami polegali na podoficerach. Szansa podoficera na awans oficerski była praktycznie zerowa. Marzył on nie o karierze w armii (jak we Francji) ale o doczekaniu końca służby, po której mógł dostać posadę w rozbudowanej biurokracji. Od  podoficerów nie oczekiwano inicjatywy - mieli pilnować wykonania oficerskich rozkazów. Uważano że jednostka, która została bez oficerów, traciła zdolność bojową.
[Obrazek: 7a74b513071af733m.jpg]
O ile piechota nie gromadziła śmietanki imperium to korpus oficerski był popłuczynami całego Związku Niemieckiego. W Austrii popularność kariery wojskowej stale spadała, ale oficerów nie brakowało. Nieudacznicy z innych państw, niezdolni u siebie uzyskać oficerskiego patentu, w Austrii robili go bez problemu. Trafiali się nawet Anglicy. Około 1859 r. ponad  połowa c.k. oficerów była cudzoziemcami. Od kandydatów wymagano odwagi, bezkrytycznego posłuszeństwa  i poczucia honoru. Korpus oficerski był słabo zintegrowany, wyższe szarże pomiatały niższymi rangą w arbitralny sposób, często im uwłaczając. Odzwierciedlało to jednak tylko stosunki w całym imperium. Fachowych kwalifikacji nie doceniano, oficerów z intelektualnymi aspiracjami wyszydzano albo podejrzewano o liberalizm (fuj!) i poglądy wywrotowe.
[Obrazek: 03d15ba73d005be6m.jpg]
W wojskach technicznych: artylerii i wojskach inżynieryjnych było lepiej. Oficerowie tych formacji byli doskonale wykształceni i przygotowani teoretycznie, artylerzyści świetnie wyćwiczeni. Do roku 1859 przestarzały był jednak park artyleryjski, wyposażony w działa gładkolufowe. Natomiast saperom, jak się miało okazać, problem sprawiało niszczenie mostów. Jak już któryś udało się wysadzić to niedaleko stał inny, gdzie coś nawaliło, np. zapalnik albo nie założono ładunków. 
[Obrazek: d91ae096757351c9m.jpg]
Kawaleria była formacją prestiżową, z dużym udziałem arystokracji i szlachty i na inne rodzaje wojsk patrzyła z góry. Indywidualne wyszkolenie jeźdźców stało na wysokim poziomie, morale wspaniałe, na defiladzie budzili zachwyt kobiet. Natomiast trening taktyczny skupiał się na roli uderzeniowej ale zaniedbywał ubezpieczenia i rozpoznanie. Dlatego, mimo licznej kawalerii, rekonesans pozostał piętą achillesową austriackiej armii.

Lepiej niż piechocie liniowej wiodło się jegrom. Stanowili elitę, co podkreślał też mundur. Rekrutacja była selektywna, m.in. pod względem inteligencji. Ceniono leśników i myśliwych, umiejących skradać się i celnie strzelać. Szeregowych traktowano po ludzku, z większym szacunkiem. Mieli działać samodzielnie, m.in. oplatając obozowiska siecią placówek i zapobiegając dezercji. Kto miał ich pilnować gdyby sami chcieli nawiać? Jegrów uczono działać małymi grupkami, skrycie, samodzielnie  a od ich podoficerów oczekiwano sprytu i inicjatywy - cech koniecznych w luźnym szyku i na patrolach. Ilustruje to nazwa jednego ze stopni podoficerskich: Patrolienführer (dowódca patrolu).

W regulaminie piechoty także przewidziano walkę w szyku rozproszonym. W praktyce operacje takie trenowano powierzchownie i ogólnie lekceważono. Wytresowanego do do ślepego posłuszeństwa, otępiałego piechura  trudno było uczyć samodzielnego działania. W efekcie piechota liniowa działała przeważnie bez efektywnych tyralier (Francuzi potrafili rozproszyć w tyralierę cały batalion). Był to handicap bo dalekosiężnej celności Lorenców nie dało się w pełni wykorzystać w zwartej formacji. Austriacy przyjęli że wróg podejmie walkę ogniową na ich warunkach i da się z daleka wystrzelać. Przeciwnik najpewniej nie czytał c.k. regulaminów (cóż, drukowane "krzaczkami") i używał własnej taktyki, na którą sztywno wymusztrowani Austriacy nie znaleźli odpowiedzi.

Wielonarodowy skład monarchii powodował że o patriotyzmie trudno było mówić. Próbowano go zastąpić poczuciem honoru, żołnierskiej dumy i przywiązania do jednostki, a także kultem cesarza. Taka motywacja była jednak nietrwała, zwłaszcza w razie niepowodzenia. Głęboka nieufność FJ wobec narodowości spowodowała że początkowo mieszano w jednym pułku żołnierzy z różnych regionów (i mówiących rożnymi językami). Doświadczanie roku 1859 były tak fatalne że z tego zrezygnowano. Zachowano jednak inną zasadę: stacjonowano pułki możliwie daleko od rejonów z których się rekrutowały. W razie mobilizacji rezerwiści i urlopowani musieli odbywać długą drogę do jednostki. Rodziło to chaos i wielkie opóźnienia w kompletowaniu stanów.

Podstawą szkolenia były regulaminy. Na wstępie widniał zawsze rozkaz FJ, nakazujący bezwzględne przestrzeganie regulaminu i surowo zabraniający jakichkolwiek samowolnych odstępstw:
[Obrazek: c7494f2765e45692m.jpg]
Regulaminy wydawali (w imieniu FJ) konserwatywni formaliści, wiedzący wszystko najlepiej, bez wyobraźni i zrozumienia zachodzących w wojskowości zmian. Nawet sensowny regulamin zakazywał inicjatywy i w ten sposób niszczył indywidualność dowódców niższych szczebli. Ślepe posłuszeństwo (wraz z odwagą) uważano za główną cnotę oficera. Znaczenie samej odwagi jest bezdyskusyjne ale połączenie tych cnót bywa receptą na bezsensowną masakrę. Dla austriackiego oficera bezpieczniej było ponieść porażkę ściśle przestrzegając rozkazów i regulaminów, niż próbować zwyciężyć działając racjonalnie i po swojemu (w armii pruskiej było odwrotnie). Jeżeli np. natarcie należało poprzedzić walką ogniową to robiono to także wtedy, gdy na zdezorganizowanego przeciwnika najlepiej było natrzeć od razu z nadstawionym bagnetem.

Fatalnym mankamentem c.k. taktyki było obligatoryjne tworzenie odwodów,  i to każdym szczeblu. Przykładowo dowódca kompanii, szykując atak na bagnety, musiał wpierw wydzielić pluton  jako odwód. Nie tylko osłabiało to siłę ataki ale i spowalniało operację. Odwody mogły utworzyć tzw. pozycję przyjmującą (Empfangsstellung), do której w razie potrzeby mógł się cofnąć pierwszy rzut.  W praktyce odwody wykorzystywano głównie w ten sposób, zamiast do do wzmocnienia pierwszego rzutu. W razie porażki mogło to zapobiec panicznej ucieczce, ale przede wszystkim uniemożliwiało odniesienie zwycięstwa, gdyż liczba efektywnie walczących była za mała. W skali np. korpusu, po wydzieleniu rezerwy na każdym poziomie, pierwszy rzut był tylko ułamkiem całej siły, a odwody z reguły stały za daleko aby na czas wesprzeć walczących.

W zbiurokratyzowanym cesarstwie urzędnik miał zawsze rację. W tych warunkach kwitła korupcja. Nie inaczej było w armii, zwłaszcza w zaopatrzeniu i kwatermistrzostwie. Na dostawach dla wojska zbijano majątki. Tymczasem w polu żołnierz nieraz całymi dniami zostawał bez prowiantu. Gospodarka finansowa była nieracjonalna i rozrzutna. Sporo kasy pochłaniały wygórowane pensje dla darmozjadów, posadzonych na licznych synekurach. Szastano pieniędzmi na reprezentację i parady ale nie starczało na amunicję do szkolenia piechoty.

Archaiczne, feudalne stosunki w cesarskiej armii wyrażały się m.in. w wyjątkowo  niesprawiedliwym systemie promocji. Honorowy pułkownik czyli tzw. właściciel pułku (Inhaber) miał wielki wpływ na przydział stanowisk oficerskich. Wiele z nich mógł obsadzać według własnego widzimisię. W tych warunkach, mimo formalnych  zakazów, kwitł nieformalny handel oficerskimi patentami. Demoralizowało to oficerów bez koneksji, którzy mimo nienagannej służby stale byli pomijani w awansie. Natomiast rzeczywisty dowódca pułku miał władzę absolutną, od jego decyzji nie było odwołania.

Dobrani przez Grünne w imieniu FJ austriaccy generałowie cenili nade wszystko ceremonialne parady, blichtr, wygodę i święty spokój. Gdzie indziej o stanowiska prawie się zabijano ale w Austrii dominowała chęć uniknięcia odpowiedzialności, połączona z widocznym brakiem motywacji i energii. Kandydaci tłumaczyli się brakiem kompetencji ale to nie chroniło przed przymusową nominacją. Gyulai (1859) i Benedek (1866) to znane, ale nie jedyne przypadki. Np. w roku 1860 książę Degenfeld-Schonburg nie chciał zostać ministrem wojny. W roku 1864 baron Henikstein zapierał się rękami i nogami, tłumacząc że nie ma kwalifikacji na szefa sztabu. Nic mu to wtedy nie pomogło ale dwa lata później okazało się że miał 100% racji.

Po 10 latach reformy FJ przyniosły owoce. Armię wyprano ze szkodliwego pierwiastka intelektualnego i wydrylowano według niepraktycznych regulaminów. Piechurzy, dobrze uzbrojeni, silni, dzielni, ofiarni, niewymagający, średnio rozgarnięci, bierni, źle wyszkoleni i bez pobudek patriotycznych. Wspaniali jegrzy. Świetni kawalerzyści, nieefektywna kawaleria. Artyleria ze doskonałym personelem ale gładkolufowym arsenałem. Na czele oddziałów honorowi, odważni i lojalni oficerowie, bez fachowej wiedzy, inicjatywy, energii i często motywacji. Gros najwyższych stanowisk obsadzonych przez nieudolne i bierne miernoty, których jedyną kwalifikacją był arystokratyczny tytuł, konserwatyzm i koneksje u dworu.
[Obrazek: 5b8935530549d7c8m.jpg]
Nadszedł rok 1859 a z nim okazja do wykazania się w walce. Dokładnie przed 162 laty armia FJ była już we Włoszech i gotowała się do pierwszego egzaminu.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości