Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
O oksydzie i brunirze rzeczowo i praktycznie
#1
Wielu miłośników broni - współczesnej i historycznej - interesuje się chemicznym uszlachetnianiem powierzchni metalu. Jedni myślą o naprawie lub renowacji pukawki, inni o ulepszeniu wyglądu i zastąpieniu kiepskiego wykończenia fabrycznego efektem bardziej epokowym i/lub atrakcyjnym optycznie. Niektórzy chcieliby po prostu zabezpieczyć broń przed korozją.

Można próbować zbierać okruszki wiedzy rozrzucane na forach. Można penetrować epokowe źródła, co jest żmudne i produkuje zagadki w formie egzotycznych składników i miar, wymagających rozszyfrowania i przełożenia na współczesną terminologię. Receptura brunirującej itp. mikstury to tylko część problemu. Nie mniej ważna jest metoda aplikacji, włącznie z przygotowaniem powierzchni metalu i utrwaleniem otrzymanego efektu. Brunirę znano już w I połowie XVII wieku, ale rzemieślnicy zazdrośnie strzegli kluczowych sekretów technologii, często przekazywanych z ojca na syna. W podręcznikach rusznikarskich rozdział o obróbce chemicznej - o ile występuje - traktowany jest zwykle po macoszemu. Szczęśliwie był ktoś kto potraktował temat kompleksowo, pisząc monografię, "biblię" brunirowania, oksydowania i pokrewnych operacji:

R.Angier: Firearm Blueing and Browning

Książka (ISBN 9780811706100) ukazała się w roku 1936 a papierowy egzemplarz - nawet reprint - kosztuje dziś sporo, o dostawie nie wspominając (poniżej okładka wydania oryginalnego i reprintu):

[Obrazek: fdd6fcd6fe034599.jpg]

Na szczęście doskonałą alternatywą jest wydany przez Kindle e-book w cenie 13.85 USD (stan na 1.9.2021). W Internecie można go nabyć w 60 sekund bez dodatkowych kosztów i czytać na pececie lub tablecie. Kopię .pdf na własny użytek też da się zrobić ale nad tym wolałbym się nie rozwodzić.

Książka jest dedykowana rusznikarzom-amatorom i hobbystom, uwzględniając ich poziom wiedzy i skromne wyposażenie warsztatowe, a także dorywczy i jednostkowy z reguły zakres prac. Nie ma wymądrzania się ani "profesjonalnego"zadęcia, czemu nie umie oprzeć się wielu pośledniejszych ekspertów. Angier stara się wiedzę nie demonstrować, ale przekazywać w sposób jak najbardziej praktyczny, tak aby nawet nowicjusz, działając starannie i cierpliwie, osiągnął sukces. Książka zawiera zarys historii, minimalne ale niezbędne podstawy chemii oraz dokładne omówienie ogólnych zasad oraz technologii. Potem autor przedstawia szczegółowe receptury, techniki i niuanse metodyczne, zaczerpnięte z epokowych źródeł różnych okresów. Omawiane jest odtłuszczanie, odrdzewianie, zdejmowanie powłok niklowych i inne operacje pomocnicze, fosfatowanie itd. Sądzę że najlepiej zilustruje to spis treści:

[Obrazek: 696970dc91570f15m.jpg]

Książka zawiera ponad 150 receptur, sklasyfikowanych według składu, metody i oczekiwanego efektu. Autor komentuje poszczególne przepisy, rozszyfrowując tajemnicze, stosowane w dawnych czasach nazwy składników. Omówiono stosowane w epokowych źródłach historyczne jednostki miary. Odczynnikom poświęcono osobny rozdział, gdzie wskazano ich współczesne nazewnictwo. Oto fragment:
[Obrazek: 4c83807c5fdce9d5m.jpg]

Autor starał się osobiście wypróbować i sprawdzić jak największą liczbę zamieszczonych w książce przepisów. W takich przypadkach dodawał własną instrukcję warsztatową (working instructions), podając praktyczne wskazówki, dzieląc się doświadczeniami i sygnalizując potencjalne problemy. Przykładowe receptury:
[Obrazek: cddf554c3e5aeec8m.jpg]

Autor nie unika trudniejszych problemów, jak operacje na elementach zdobionych złotem lub srebrem, brunirowanie luf damastowych a nawet stali nierdzewnej:
[Obrazek: 23993a14f7458ae5m.jpg]

Jak praktyczne i instruktażowe jest podejście autora do spraw warsztatowych pokazuje np. fragment o szczotkach metalowych - niezbędnym akcesorium do brunirowania:
[Obrazek: 140e4dddaeb2fa7em.jpg]

Lektura książki nasuwa dwa wnioski:

1. Brunirowanie i pokrewne operacje nie są zabiegami na 5 minut ale wymagają systematyczności, staranności a przede wszystkim - cierpliwości.

2. Zabiegi te nie stanową - jak gdzieniegdzie próbuje się wmawiać - wyłącznej domeny profesjonalistów (ani "profesjonalistów"). Dla chcącego nic trudnego i z determinacją oraz gotowością poświęcenia czasu i wysiłku można liczyć na satysfakcjonujące rezultaty. Książka Angiera stanowi znakomitą i w zasadzie kompletną bazę wiedzy, aczkolwiek praktykę trzeba jak zwykle doszlifować samemu.

IMHO e-book jest wygodniejszy od wersji papierowej (trudno zalać go kwasem) i wart każdego centa. Wydatek może zamortyzować się już przy pierwszej robótce.
Odpowiedz
#2
Książka jest rewelacyjna - ogrom różnych receptur. Do kupienia papierowa od 40 dolarów (czasem taniej) na ebaju - wolę zalać kwasem papier, niż czytnik Wink
W niektórych recepturach są rewelacyjne składniki, jak: "spirit of nitre" i "dragon's blood".
Odpowiedz
#3
Ja dla odmiany wolę e-booka, z którego mogę puścić na drukarkę potrzebną recepturę, wydruk wziąć do warsztatu i tam do woli oblewać go kwasem. Główną zaletą e-booka jest jednak możliwość błyskawicznego przeszukiwania tekstu. IMHO najlepiej czytać na pececie. Czytnika raczej nie polecam gdyż w rzeczywistości ogranicza możliwości korzystania z książki.

Co do rewelacyjnych składników - te naprawdę dziwaczne, jak "spirit of nitre", są objaśnione w książce. Natomiast "dragon's blood" to - wbrew egzotycznej nazwie - substancja dobrze znana także dzisiaj. Wrzucić termin: "smocza krew" chociażby na Alergo.
Odpowiedz
#4
Super, w końcu magiczna smocza krew została odczarowana. Dzięki Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości