Napisane przez: Wycior - 31-07-25, 09:26 AM - Forum: Odtylcowa
- Brak odpowiedzi
Dawno temu natrafiłem na artykuł [*14] o pięknie zachowanym Maynard First Model (dalej MFM) w klasycznej, eleganckiej, sportowej konfiguracji .35/20" i w kasecie z akcesoriami:
MFM .35/20” waży zaledwie 2.90 kg i kaliber .35 wydaje się optymalny, bo daje niewielki odrzut. M.in. dlatego wersję .35" uważano za celniejszą i w tym kalibrze zrobiono większość "sportingów". W MFM .50 wojsko utyskiwało na mocnego "kopa" (wersja .50/20" - z lżejszą lufą - ważyła 2.66 kg, "rządowa", bez dioptera ~ 2.5 kg).
Pukawka działała hipnotycznie i długo usiłowałem pozyskać coś podobnego. W którymś podejściu (15? 20?) się udało i choć nie umywa się on do okazu z w/w artykułu to uchował się w stanie oryginalnym, kompletnym i w pełni sprawnym technicznie. W USA sklasyfikowany (NRA) jako very good. Bez śladów rdzy i z błyszczącą, dobrą lufą o ostrym gwincie, ze śladami erozji spowodowanej strzelaniem ale bez wżerów. Nosi ślady użytkowania ale był w dobrych rękach które o niego dbały i zakonserwowały. Osada bez ubytków i z oryginalnym lakierem. Case hardening wypłowiał i przeszedł w szary marmurek ale powierzchnie pozostały gładkie a napisy ostre i czytelne. Numer seryjny (blisko 4100) z dużym prawdopodobieństwem plasuje karabinek w zakupach konfederackich (Floryda?).
W epoce do starannego utrzymania broni przywiązywano dużą wagę. Co epokowy podręcznik pisze o konserwacji MFM? Do zwykłego oliwienia wystarczy zdjąć pokrywę zamka, do czego wystarczy wykręcić dwie śruby - osie kurka i spustu:
Po wyjęciu osi język spustowy wypadnie w dół ale orzech jest tak precyzyjnie wpasowany w swoją wnękę że po wyjęciu osi zostanie na miejscu i pozwoli ponownie wsunąć oś. W celu gruntownego czyszczenia instrukcja zaleca odjęcie kolby:
Ostatnia fraza zdumiewa: dalsze rozbieranie, czyszczenie itd. może być bez dalszych instrukcji wykonane przez każdą osobę dość inteligentną aby można jej powierzyć karabin. To było w epoce! Co napisaliby gdyby znali dzisiejszych strzelców? Wystarczy poczytać niektóre fora ...
Broń, która mogła przeleżeć nie ruszana półtora wieku wymaga cierpliwości, ostrożności i pietyzmu. Trzeba ją gruntownie oczyścić, zakonserwować i ewentualnie naprawić, zaczynając od możliwie kompletnego demontażu. W MFM zaczyna się zawsze od wyjęcia lufy. Otworzyć karabin, obrócić i wyciągnąć do oporu bolec blokady po czym wyhaczyć i wyciągnąć w górę lufę wraz z łącznikiem i dźwignią. Wlutowana na stałe muszka jest niska i opływowa:
Teraz wyjąć baskilę: wykręcić śrubę łączącą warkocze oraz wkręt mocujący dolny warkocz do kolby i ostrożnie wyjąć kolbę. Dokładnie spasowana kolba mogła się „przykleić” do warkoczy i nie mieć ochoty wyjść po dobroci. Nic na siłę: unieruchomić kolbę i pukając przez drewienko w baskilę ”wystukać” ją z kolby:
Czas na demontaż baskilli. Jak wspominałem śruby mocujące pokrywę zamka są zarazem osiami orzecha i spustu. Obie są obciążone poprzecznie i mogą okazać się zapieczone. Najlepiej zawczasu zdjąć obciążenie. Sprężyny: główną i spustu .i tak trzeba będzie wymontować więc najlepiej zrobić to od razu. Sprężyny mocuje do dolnego warkocza pojedyncza śrubą o główce niedostępnej dla zwykłego wkrętaka. W starej broni bywa ona potężnie zapieczona i moczenie w penetratorze może nie wystarczyć. Na szczęście łeb śruby jest cylindryczny. Zamiast prokurować specwkrętak owinąłem śrubę pierścieniem z 1 mm blachy miedzianej po czym uchwyciłem dobrze uzębionymi kombinerkami. Metoda ta daje duży moment obrotowy bez ryzyka uszkodzenia główki śruby, o co przy wkrętaku nietrudno. Podobnie można dociągnąć śrubę przy montażu.
Otwieramy pokrywy zamka i podajnika, wyciągamy strzemiączko, język spustowy i aretaż podajnika taśmy a potem zintegrowany z kurkiem orzech zamka wraz z palcem napędu podajnika taśmy:
Dalsze rozkładanie jest bezproblemowe i wnet mamy kupkę części. Konstrukcja MFM jest przemyślana i oszczędna więc nie ma ich zbyt wiele:
Pudełko baskili wraz z górnym warkoczem to monolityczny, precyzyjnie wyfrezowany blok stalowy z dokręconym dwoma śrubami dolnym warkoczem (inaczej: płytą spustu). Pokrywy zamka i podajnika są tak precyzyjnie dopasowane że po nasmarowaniu stają się bryzgoszczelne. Natomiast sercem baskili jest orzech z kurkiem i współpracujący z nimi podajnik taśmy. Poniżej zamek z odwiedzionym kurkiem, palec napędu podajnika na zębatce koła podajnika (dla przejrzystości aretaż podajnika został wyjęty):
Tutaj kurek opuszczony, sprężyna główna założona na strzemiączko, palec napędu podajnika wycofany w położenie neutralne:
Mając MFM w częściach składowych warto zwrócić uwagę na niektóre nietypowe i oryginalne elementy. Opatentowany kominek [*12] nie jest „po ludzku” wkręcany wzdłuż osi ale wciskany do otworu prostopadłego do kanału zapłonowego i dociągany z lewej strony baskili śrubą. Przewód kominka jest załamany a jego ukośne wyjście funkcjonuje jako deflektor, kierując strumień zapłonowy do kanału. Aby zilustrować geometrię kanału, do otworów wsadziłem pręciki:
Na prawo od wnęki śruby mocującej kominek widać pokrętło podajnika, czym za chwilę.
Jeżeli w klasycznej broni kapiszonowej strzelec rezygnuje ze strzału to dla jej zabezpieczenia przed opuszczeniem kurka wystarczy zdjąć kapiszon z kominka. W zwykłym podajniku taśmy Maynarda da się tylko jej końcówkę odciąć albo oderwać, co jest problematyczne. W MFM podajnik ulepszono. Przy odwodzeniu kurka palec obraca zębate kółko podajnika o jedną pozycję a sprężynka je aretuje. Jednak w MFM oś kółka jest z lewej zakończona radełkowanym pokrętłem. Obracając pokrętło (klik, klik, klik …) można wycofać taśmę o jedna lub więcej pozycji albo przeciwnie – wysunąć ją do przodu, co ułatwia też zakładanie nowej taśmy. Wysuwać taśmę pokrętłem można w każdym położeniu kurka, ale cofać - tylko po opuszczeniu go na pozycję pośrednią.
W razie zawilgocenia taśmy podręcznik zaleca aby ją wysunąć o kilka pozycji bądź - w cięższym przypadku - po prostu wyjąć taśmę i zastąpić ją suchą. Aby wilgotnej taśmie przywrócić użyteczność wystarczyło ją wysuszyć.
Niespotykaną ale użyteczną właściwością MFM jest regulacja „headspace” czyli odstępu między czołem komory a czołem baskili. W tym obszarze jest zaciskana kryza gilzy, która powinna siedzieć ciasno ale bez nadmiernego naprężenia. Wskutek impulsowych obciążeń przy strzale odstęp mógł się powiększać, pogarszając uszczelnienie. Właściwy odstęp i docisk daje dobre uszczelnienie statyczne komory. Jest ono ważne we wstępnej fazie strzału gdyż ogranicza wypływ gazów zanim osiągną ciśnienie przy którym gilza się rozpręży i zapewni uszczelnienie dynamiczne.
MFM ma ruchomy próg, o który przy zamykaniu zapiera się lufa. Położenie tego progu reguluje klinując śruba o stożkowej powierzchni, współpracująca ze skosem progu (P: próg, K: Klin). Pokręcając śrubą klinującą ustala się optymalną odległość komory od czoła baskili. Druga śruba dodatkowo unieruchamia próg, dociskając go do baskili:
\
Co podręcznik pisze o regulacji odstępu?. Użytkownik mógł ją wykonać własnymi siłami, bez pomocy rusznikarza:
Celownik MFM też zasługuje na uwagę. Z wyjątkiem dostaw dla wojska opatentowany [*13] diopter był stałym elementeme MFM. W klasycznej wersji sportowej był jedynym celownikiem. W wersji „wojskowej” instalowano na lufie szczerbinę – stałą (na 200 y). czasem z klapką (na 100 i 200 y). W walce i do celów ruchomych była przydatna ale blokowała uzycie dioptera poniżej dystansu, na jaki ją ustawiono. Do celów statycznych diopter pozwala celować precyzyjniej niż muszka ze szczerbiną, zwłaszcza do obiektów odległych, mało kontrastowych i kiepsko oświetlonych.
Diopter MFM jest zintegrowany z ramą bo jego podstawę wyfrezowano wprost w warkoczu. Źrenica o średnicy ~1.2 mm. Suwak ma niezależne regulacje wysokości i bocznego odchylenia, obydwa blokowane osobnymi śrubkami:
Śrubką od wysokości można też płynnie ustawić opór suwaka. Na ramieniu nie ma skali ale instrukcja obsługi zaleca użytkownikom kalibrowanie celownika we własnym zakresie. Po przestrzelaniu karabinka na kolejnych dystansach (co 100 y) na ramieniu celownika należało nożem (!) zamarkować właściwe pozycje suwaka. Przypomniano też strzelcom o wpływie derywacji i bocznego wiatru:
W pozycji złożonej opatentowany [*13] trzpień na warkoczu unieruchamiał diopter w poziomie, zapoiegając jego wyłamaniu albo odkształceniu.
Kolba MFM ma chakterystyczny, mocno wyoblony trzewik i schowek na dwie taśmy zapłonowe. Na pokrywie schowka wymieniono dwa najważniejsze patenty [*8], [*9]. Początkowo był trzeci [*7], ale gdy wygasł w późniejszej produkcji usunięto go W zamian wklejono do wnętrza papierową etykietę z wykazem patentów. W moim schowku trzymano taśmy (prawdopodobnie) oraz zapasowy kominek (na pewno, bo pozostał) i wytarta etykieta jest ledwie czytelna. Pokażę jednak inną, dobrze zachowaną:
Pozostały do wyjaśnienia numery seryjne. W MFM nie ma ich na widoku i czasem jakiś ignorant napisze: NSN (no serial numer). Bardziej kumaci podają numer z wewnętrznej strony pokrywy podajnika - notabene części łatwej do wymiany. Z reguły jest poprawny ale rzeczywisty numer seryjny jest na baskili, wybity na spodzie górnego warkocza:
Numerowany jest też dolny warkocz, pokrywa zamka i lufa. Na spodzie komory nabijano numer dopiero przy kompletacji broni, tzn. w stanie gotowym i oksydowanym. Komora wygląda w tym miejscu na zmacerowaną ale w nie ruszanym oryginale tak ma być!
Ostatnią z intrygujących właściwości MFM jest jego balistyka. Przykładowo w kalibrze .50 skręt gwintu wynosi tylko 1/60". Ortodoksyjnie użyty wzór Greenhilla zaleca 1/45" i powstaje pytanie dlaczego te pociski latały tak dobrze? Lepiej posłużyć się współczynnikiem stabilności i uwzględnić specyficzny kształt pocisku, ale to już temat na osobny post.
Pozostaje pytanie o relację Maynarda do niemajnardów. Dla mnie "od geniusza do janusza" brzmi adekwatnie.
Proliferacja tarnowskich niemajnardów kieruje uwagę ku podobnym z nazwy (i w zasadzie tylko z nazwy) XIX-wiecznym Maynardom. Mowa o broni pomysłu wybitnego amerykańskiego stomatologa i genialnego twórcy, prawdziwego człowieka renesansu, doktora Edwarda Maynarda. Kadet West Point, dentysta cara Rosji i licznych innych notabli, wynalazca, konstruktor broni i artysta. Uzyskał patenty m.in. na przegubowe imadło, składane okulary, kołyskę, podwodny kabel i resor do powozu. O naukowych osiągnięciach i lekarskich sukcesach dr Maynarda poczytacie gdzie indziej. Tutaj obchodzi nas jego pasja do broni palnej. W latach 1845-1882 Maynard uzyskał w tej dziedzinie 23 patenty. Był też ojcem rodziny karabinów, produkowanych - już w wersjach nabojowych - do roku 1890. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje senior rodu: Maynard First Model. Jest wiele powodów aby przyjrzeć mu się bliżej. Na górze, dla porównania, wojskowy model 1863:
Historia okryła Maynarda First Model (dalej: MFM) sławą legendarnego oręża amerykańskich konfederatów. Niedoceniona jest za to rola MFM w rozwoju uzbrojenia. Te pionierską konstrukcję można bowiem uznać za pierwszy seryjnie produkowany, nowoczesny karabin, wyprzedzający swój czas. Ładowany od tyłu lufy cienkościenną, cylindryczną metalową gilzą z zapłonem w dnie, był praktycznie gazoszczelny. Zautomatyzowany zapłon umożliwiał niespotykaną szybkostrzelność. Patron był wytrzymały mechanicznie i - właściwie wykonany - także wodoodporny. Zbliżonej gilzy używał ok. 1856 r Sharps Pistol Rifle Model 2 ale zrobiono go nie więcej niż 600 sztuk a gilza z "ogonkiem" była niesymetryczna i mniej praktyczna.
Odtylcówki z patronami papierowymi, skórzanymi czy gumowymi tkwiły w ślepym zaułku. Zgoda, Burnside użył mosiężnych ale obarczało go archaiczne dziedzictwo broni komorowej (Kammerlader). Przede wszystkim MFM był jednak pierwszym w historii seryjnym, modularnym systemem uzbrojenia strzeleckiego. W oparciu o centralny blok z zamkiem (baskilę) można mieć karabinek (lufa 20”) i i karabin (26)” w kalibrach .35” albo .50” oraz gładkolufową strzelbę kalibru .55” (gauge 30), także z lufami 20” lub 26”. Konfigurację broni da się zmienić w 20 sekund przez prostą wymianę lufy.
MFM był bardzo innowacyjny. Zbudowano go na bazie aż 7 patentów ([*7] ... [*13]). Najbardziej znany patent Maynarda pochodził z września roku 1845 i dotyczył papierowej taśmy zapłonowej, zwanej powszechnie "taśmą Maynarda" [*7]. Między dwoma papierowymi wstążkami wklejano kapiszonowe pastylki. Przed każdym strzałem kolejna pastylka nasuwała się na kominek, gdzie kurek zbijał są, równocześnie odcinając zużyty koniec taśmy. Istniały dwie wersje podajnika: z kołem zębatym i suwliwym pazurem. Pierwsza – z zębatym kółkiem podajnika - była doskonalsza mechanicznie. Druga – z pazurem - tańsza w implementacji w broni o klasycznej konfiguracji z zamkiem bocznym:
Dla mechaniki karabinu kluczowy był patent z maja 1851 r [*8], opisujący system otwierania i ryglowania komory w wahliwej lufie za pomocą umieszczonej od spodu dźwigni z krzywką:
Nie całkiem to przypomina finalnego MFM ale od patentu do prorototypu minęlo trochę czasu i powstały udoskonalenia. W każdym razie jakiegoś „Maynarda 1851” nigdy nie było, a gdyby nawet był, to bez kluczowej cechy, czyli metalowych gilz. Hipotetyczny „Maynard 1851” strzelałby bowiem papierowymi tutkami z końcówką odcinaną przy zamykaniu zamka, jak we wczesnych Sharpsach. W opisie patentowym dr Maynard przewidział nawet nastawne ostrze do obcinania patronów ... Niemajnard pozostanie więc pomnikiem ignorancji i repliką niczego.
Prototyp karabinu zbudowano na zamówienie dr Maynarda w roku 1853 w arsenale Springfield (za 116 $ ...). Jednakże kluczowa dla przyszłego MFM gilza metalowa pojawiła się dopiero w połowie 1856 r. [*9], gdy Maynard szykował broń na testy dla wojska.
W dopracowanej już konfiguracji z gilzami i taśmą kapiszonową, w maju 1856 r. przestawiono broń do testów wojskowych. Karabin w kalibrze .48 używał naważki 30 gr w metalowych gilzach. Major Bell podsumował wyniki badań: najlepsza odtylcówka do zastosowań tak cywilnych jak wojskowych jaką widział. Dało to nadzieję na intratne kontrakty rządowe i w kwietniu 1857 Maynard ze wspólnikami założyli Maynard Arms Company w siedzibą w Waszyngtonie. Zamiast produkować własnymi silami porozumiano się z Massachusetts Arms Company w Chicopee Falls. W sierpniu 1857 r. zamówiono tam 5000 sztuk broni, zapisanych w historii jako MFM. Mass Arms, pognębiona w roku 1851 przez Colta, kontrakt chętnie przyjęła. Natomiast produkcję gilz zlecono spółce American Flask&Cap Company. Wytwórcy prochownic i kapiszonów, biegli w plastycznej obróbce mosiądzu, zmieścili się w cenie 12.5 $ za 1000 gilz. Podzlecone gdzie indziej ołowiane pociski kosztowały 7 $ za 100 funtów.
W opisie ostatniego patentu z grudnia 1859 [*13] dr Maynard posłużył się już rysunkami finalnego MFM ze wszystkimi wcześniejszymi ulepszeniami. Nie brakuje nawet ochronnika lufy do czyszczenia. Lektura tego patentu może wyjaśnić prawie wszystko:
Użyte w testach w 1856 roku gilzy były prostymi metalowymi kubeczkami bez kryzy. Dopiero w styczniu 1859 dr Maynard opatentował znaną nam gilzę z szeroką kryzą [*10], a niedługo później [*13] boczne sfazowania na końcu komory,ułatwiające uchwycenie gilzy palcami. Teraz karabin dawał się naprawdę szybko przeładować i to nawet w rękawicach. Do maksymalizacji szybkostrzelności brakowało zautomatyzowanego systemu odpalania, ale akurat ten komponent dr Maynard miał gotowy.
Szczelność patronu z przodu zapewniał pocisk z pierścieniowym rowkiem na smar, w całości schowanym w gilzie. Do wypełninia rowka smarnego można było użyć łóju zmieszanego z woskiem, aczkolwiek Maynard Arms Co zachwala tajemniczy smar firmowy:
Smar musiał być raczej twardy, inaczej nie trzeba by go roztapiać. Nasmarowany pocisk wpychano ciasno w gilzę specjalną osadzarką, układając go wprost na prochu. Schemat amunicji .50” z epokowego katalogu:
Gilza miała w denku otwór zapałowy, który po zamknięciu karabinu trafiał na wylot kanału zapłonowego w baskili. Dla zapewnienia szczelności patronu oryginalny podręcznik zaleca zatkać otwór smarem do pocisków, uważając by nie wepchnąć go do wnętrza gilzy. Inne źródła proponują wsadzić na dno gilzy krążek nawoskowanego lub nagumowanego papieru. Można rozważać czy nie groziło to niewypałami ale epokowe kapiszony były dużo mocniejsze od współczesnych. Podręcznik opisuje elaborację patronów karabinowych:
Loader to właśnie osadzarka pocisków: zaślepiona tuleja o czole w kształcie głowicy pocisku i wlocie dopasowanym do gilzy. Wsuwało się w niego pocisk a następnie nadziewało od góry na stojącą na stole i załadowaną prochem gilzę. W kalibrze .50 zalecano stosować naważkę 40 gr i pocisk wydłużony 343 gr ewentualnie kulę 200 gr. W kalibrze .35 odpowiednio: 30 gr, 152 gr i 78 gr. Dla lufy gładkiej .55 proponowano 50 gr prochu i uncję (437 gr) śrutu. Podręcznik zachwala że gilz można używa w nieskończoność. To chyba przesada, jednak gdy w 1859 roku w testach US Navy z pary ładowanych na przemian gilz oddano 200 strzałów to gilzy pozostały w pełni sprawne. Oto epokowy patron kalibru 0.35":
Do amunicji śrutowej stosowano dłuższe gilzy, niezbędne były też przybitki.
Oficjalny katalog firmowy z roku 1860 [*7] używa terminu: The Maynard Breech-Loading and Self-Priming Rifle, and Shot Gun. Za istotne cechy uznano więc zarówno odtylcowość jak automatyczny zapłon. W sumie definiowało to siłę ognia. Epokowe źródła potwierdzają że dało się oddać 12 celowanych strzałów na minutę, a biegli strzelcy osiągali 15. Funkcjonowało to jednak tylko z taśmą zapłonową, gdyż wtedy MFM nabierał cech broni nabojowej. W kontrolowanych warunkach system się sprawdził. W warunkach polowych taśma Maynarda bywała zawodna ale wynikało to z wrażliwości na wilgoć, nie z mechanicznej ułomności systemu. W międzyczasie dr Maynard zapowiedział wodoodporną taśmę, jednak wojna przyśpieszyła rezygnację z tej metody zapłonu.
W razie draki, tzn. braku gotowych patronów, z MFM dało się strzelać luźną amunicją. Do komory wsuwało się pocisk, dosypywało prochu i domykało uszczelniającym tzw. stoperem, z grubsza przypominającym pustą gilzę z „ogonkiem”. Możliwe było ładowanie lufy śrutowej od przodu, używając wyciora jako pobojczyka i nie zapominając o zaślepieniu komory stoperem:
Nadzieje na lukratywne kontrakty rządowe ziściły się tylko częściowo. Dopiero 28 grudnia 1857 r. armia zamówiła 400 karabinków po 30 $ (dla porównania: Sharps 1859 też po 30 $ ). Amunicja kosztowała 27 $ za tysiąc sztuk. W roku 1859 US Navy i morskie służby celne dorzuciły zamówienia na odpowiednio 60 i 200 sztuk karabinków. Rozwijała się natomiast sprzedaż na rynek cywilny. Ogłaszano się w prasie, recenzje były entuzjastyczne. Zachwalaną broń kupowali - nieraz w zestawie - wymagający strzelcy i myśliwi. Częstymi nabywcami bywali rozmiłowani w dobrej broni dżentelmeni z poludnia. Byli wśród nich znani politycy i wojskowi. Przykładowa kaseta z MFM .50/20" z dodatkową lufą gładką .55/26". Nad prochownicą osadzarka do pocisków oraz wycinak do przybitek:
Co Maynard Arms oferowała nabywcom na wolnym rynku? Prowadzono dwie linie, różniące się wykończeniem. Military Finish miał zwykłe osady olejowane, Sporting Finish - droższe osady lakierowane. Bazowa wersja posiadala lufę 20" i celownik dioptryjny i niezależnie od kalibru (0.35 lub 0.5") kosztowała 40 $ w wersji "wojskowej " lub 41.5 $ w "sportowej". Zamiana lufy na 26" kosztowała ekstra 1.5 $.
Wliczony w cenę standardowy osprzęt obejmował: zapasowy kominek, kokilę, osadzarkę pocisków, wkrętak, wycior ze szczotką, ochronnik lufy (do czyszczenia), stoper i 25 gilz.
Do zestawu bazowego można było dokupić liczne dodatki. wybrane przykłady: Dodatkowa lufa, karabinowa lub śrutowa: 20" - 11 $, 26" - 12 $. Przyśpiesznik do spustu: 5.0 $ Celownik klapkowy: 1.5 $ 100 pustych gilz karabinowych: 3.0 $ 100 pustych gilz śrutowych: 5.0 $ Zapasowy kominek: 0.25 $ Dodatkowy wycior ze szczotką: 0.35 $ Dodatkowa kokila: 1.1 $ Prochownica: 1.0 $ Puszka taśm zapłonowych (na 500 strzałów): 0.5 $
Można też było zamówić kasetę na broń, osprzęt i 1 do 2 dodatkowych luf za - zależnie od wykończenia - 3 do 15 $. Oto inny MFM .35/20" także z gładką dodatkową lufą .55/26".Taka lufa była często wybieraną opcją:
W kontraktach dla wojska osprzęt był skromniejszy – np. jedną kokilę przydzielano na 2 karabinki a całą amunicję dostarczano osobno.
Wyprodukowany przez Mass Arms karabinek w wersji bazowej kosztował Maynard Arms jakieś 17.75 $. Nawet doliczając cenę akcesoriów oraz wydatki na promocję i administrację biznes wyglądał na mocno zyskowny. Brakowało jednak dużych zamówień wojskowych. To zmieniło się raptownie po wyborze na prezydenta Abrahama Lincolna.
Stany południowe, przeczuwając wojnę, zaczęły gwałtownie się zbroić. Mając mało czasu szukały gotowej broni. Na początku października 1860 r. Maynard Arms miał na składzie 3201 gotowych, niesprzedanych karabinów w różnych kalibrach i wariantach. Najwięcej (1326) było "sportowych" .0.35" z lufą 20", potem 676 "wojskowych" 0.5/20", 459 "sportowych" 0.5"/20", 425 "wojskowych" 0.35/20", i mniejsze partie innych kombinacji. "Wojskowe" od "sportowych" różniły się generalnie dodatkowymi celownikami na lufie oraz pierścieniem do bandoliera mocowanym na dolnym warkoczu. Południowcy interesowali się wszystkimi i w parę miesięcy wykupili ponad 90% tych zapasów (niektórzy sądzą że do 97%).
Najbardziej obłowiły się stany: Georgia, Floryda i Missisipi - odpowiednio 650, 1030 i 800 Maynardów. Równolegle kupowały - często w małych partiach - milicje z innych stanów, pośrednicy a nawet indywidualni południowcy. Floryda, która wybrała karabinki sportowe 35/20", chciała je przerobić do wersji wojskowej przez dodanie stałej szczerbiny i pierścienia do bandoliera. Mass Arms musiałaby karabinki rozbierać ale problem rozwiązał się sam. 18 stycznia 1861 r. fabrykę Mass Arms zniszczył pożar. Maynardy z magazynu Mass Arms ocalały, wyniesione przez okna, ale o przeróbce nie było już mowy. Na Południe trafiła więc masa oryginalnych "sportingów", których obecność u konfederatów potwierdzają epokowe fotografie.
Katastrofa Mass Arms pogrążyła oczywiście Maynard Arms, która straciła producenta. Do czerwca 1861 upłynniono cały zapas broni a potem sprzedawano tylko części zamienne. W październiku 1861 r. Maynard Arms Company zakończyła działalność.
Dzięki zapobiegliwości wybuch wojny zastał w dłoniach Południowców sporo nowoczesnej broni. W większości trafiła do elitarnych formacji. Przewagę zasięgu, precyzji i szybkostrzelności konfederaci umieli efektywnie wykorzystać, co potwierdzają epokowe relacje z pól bitew.
Jak potoczyłyby się losy MFM gdyby nie pożar fabryki? Maynard wrócił do gry dopiero po odbudowie zakładu Mass Arms w roku 1863. Dla armii USA wyprodukowano wtedy jeszcze 20000 sztuk modelu 1863 – świetnego, cenionego karabinka. Równolegle wytwarzano oparty na nim sportowy model tzw. 1865. To jednak inna historia gdyż modele te były tylko mocnym uproszczeniem MFM.
Zapraszam na bardzo ciekawe zawody do Czech Svetnov (okolice Brna) czyli strzelanie na trzech dystansach 100, 200 i 300 m do sylwetki z blachy.
Szczegółowe warunki so podane w ich "Propozice".
ZVONĚNÍ světnov.pdf (Rozmiar: 315,55 KB / Pobrań: 4)
Szkoda, że tak późno dotarła do mnie ta informacja.
Pozwalam sobie tu zamieścić tłumaczenie byście wiedzieli mniej więcej o co chodzi.
Cytat:Zawody strzeleckie z broni historycznej do 1890 r., w tym replik.
Odbędą się 02.08.2025 r. na terenie strzelnicy Světnov
PROPOZYCJA:
11 strzałów w pozycji siedzącej z podparciem 100, 200, 300 m do metalowej sylwetki dzwonu
Własne stanowisko + stołek - strzelanie z trawiastego obszaru, w odkrytym terenie
Konkurencja dodatkowa - strzelanie do pomalowanego celu.
KATEGORIA:
Oryginalny karabin wyprodukowany do 1890 r.
Dowolny karabin do 1890 r.
Karabin z optyką z epoki do 1890 r.
Karabin odprzodowy bez In Line:
SPRZĘT:
Oryginalna broń i jej repliki odpowiadające czasowi powstania do 1890 r.
Akcesoria do broni - dioptrie, tunele, optyka itp., odpowiadające modelowi, wiekowi i późniejszej klasyfikacji zgłoszonej broni, w przypadku replik odpowiadających modelowi z okresu powstania broni.
Strzela się tylko pociskami ołowianymi.
Zalecana liczba nie jest podana, ze względu na możliwość późniejszej ewentualnej dogrywki.
Dozwolona luneta obserwacyjna dla strzelców.
Zgłoszenie do strzelca - dozwolone.
Własne stanowisko, krzesło.
Zalecana jest ochrona oczu dla broni skałkowej i kapiszonowej.
Broń zostanie przedstawiona podczas rejestracji do kontroli i klasyfikacji do odpowiedniej kategorii.
PUNKTACJA:
Każde trafienie w metalową sylwetkę jest oceniane na jeden punkt.
Najwyższa liczba zdobytych punktów to 33.
W przypadku tej samej ilości punktów zdobytych przez dwóch lub więcej zawodników (dotyczy miejsc medalowych), rozstrzygnięcie zostanie podjęte w dogrywce w formie (SZYBKA ŚMIERĆ).
Protest można złożyć, po wpłaceniu kaucji w wysokości 1000 CZK, w trakcie trwania zawodów, ale nie później niż w momencie liczenia wyników. Organizator zawodów zastrzega sobie prawo do wykluczenia lub reklasyfikacji uczestnika zawodów.
ORGANIZACJA:
Prosimy o rejestrację drogą mailową lub telefoniczną, nie później niż 3 dni przed datą zawodów.
Rejestracja strzelców odbywa się w sobotę w godzinach 7:00 - 8:00.
Trening - strzelanie możliwe do godziny 9:00.
Rozpoczęcie strzelania o godzinie 9:00.
Opłata startowa wynosi 800 CZK i obejmuje poranną kawę i lunch.
Każdy uczestnik startuje tylko w jednej kategorii, na własne ryzyko, zobowiązany jest do przestrzegania regulaminu zawodów oraz regulaminu strzelnicy. Zabronione są stroje kamuflażowe i sportowe!!!
Stroje i akcesoria z epoki są warunkiem uczestnictwa!!!
KONTAKT I ZGŁOSZENIA: Strzelnica: Světnov GPS: 49.6323372N, 15.9474375E
Mam nadzieję, że chłopaki z Radomska tam jadą patrząc na ich treningi z crosstick'ami
W przyszłym roku też się wybiorę
Puchar Jaegra to jedne z najtrudniejszych zawodów w tym sezonie. Strzelaliśmy bowiem tylko i wyłącznie na 100 m w czterech konkurencjach i można było zdobyć tylko i wyłącznie cztery puchary za tylko i wyłącznie pierwsze miejsca
Czterem udała się ta sztuka i to można już było oczywiście zobaczyć on line tylko i wyłącznie na celpal.org a teraz publikuję tu komunikat w formacie MLAIC:
Zdobywcami Pucharu Jaegra zostali w konkurencjach:
1. Krukowiecki - CHALCAŘ Milán
2. Minie - DOMINAS Mirosław
3. Whitworth - LUKS Henryk
4. Sharps100 - PROCNER Marcin
Gratulacje
Podsumowując ze strony organizatora zawody się udały, nikt się nie postrzelił a tempo rozgrywania konkurencji było w sam raz. Nawet pójście do tarcz na te 100 m nie opóźniało rozpoczęcia następnej konkurencji.
Dziękuję uczestnikom za dyscyplinę.
Zapraszam na kultowe już zawody o Puchar Jaegra, które odbędą się 26 lipca 2025 r. na strzelnicy Experta w Jaworznie.
Na tych zawodach strzelamy tylko na odległości 100 m w konkurencjach: Minie, Whitworth, Sharps100 i oczywiście Krukowiecki
Szczegóły w regulaminie pod tym linkiem: https://celpal.org/?strona=regulam&idz=4...r%20Jaegra
Zapisy jak zwykle można zrobić pod tym wątkiem na priv a najlepiej na adres mail: cpzawody(małpa)gmail.com
A wyniki zawodników notowanych na celpal.org już są uaktualnione jak i Ranking zasadniczy.
Jak było ?
Ano bardzo gorąco co miało wpływ na same wyniki, które jak na tą strzelnicę nie są rewelacyjne ale 33 stopni Celsjusza zrobiło swoje.
Gratulacje dla zwycięzców zwłaszcza dla Mirka a mnie osobiście imponowali Petr i Miro swoja kondycją a są ode mnie starsi o prawie 10 lat
W tym temacie mam zamiar przedstawić kolejnego epokowego kapiszonowego Maynarda II seri produkcyjnej , tym razem będzie to długa wersja [karabin sportowy/tarczowy] w małym kal.35''.
Jak widać broń została poddana fachowej renowacji , brunira na lufie wyszła o barwie granatowo-niebieskiej z szklistym głębokim połyskiem nic tu nie było szlifowane czy polerowane na filcach itp dyletanckie zabiegi zostawiam wiejskim głupkom u mnie liczy sie oryginał [choć nieco odświeżony]...jak widać rama na ślady po ''case hardingu'' i dla kontrastu zrobiłem fotki z karabinkiem Maynarda gdzie robiłem niedawno wtórna barwe metodą chemiczna...prawda że podobne a takie lamenty niektórzy koledzy wygłaszali.
Drewno kolby w długim Maynardzie to oczywiście selekcjonowany wzorzysty ORZECH WŁOSKI w wojskowej broni było to tańszy i pod wieloma aspektami gorszy orzech czarny [amerykański] , kolba została poddana odświeżeniu poprzez mycie i przetarcie powierzchni oraz fachowe olejowanie które wydobywa piękną faktóre drewna oraz daje przy odpowiednim nakładaniu szklista powłokę. W tej wersji u mnie nieco atypowo stopka kolby była epokowo brunirowana wiec i to brunira została odświeżona.
Kształt kolby mego Maynard Rifle jest też baaardzooo nietypowy gdyż w formie kolba z szyjką nie zwyczajowe ''wiosło'' wymagało to aby w fabryce standardową rame zamkową nieco przerobić pod względem kątów listw łączących ramę z kolbą , tak wiec ten Maynard to specjalna wersja produkcyjna na indywidualne zamówienie klienta. Tak z strzeleckiego/użytkowego punktu szyjka na kolbie powoduje lepszy chwyt dla ludzi o nieco mniejszych dłoniach , co mi osobiście bardzo pasuje bo nie ma wielgachnych łapsk...
Lufa w środku jest 6cio bruzdowa o skręcie gwintu 1-25'' , bruzdy są średniej głębokości około 0,15mm co ciekawe lufy były szlifowane=docierane tak że gwint jest progresywny na swym kalibrze czyli średnica lufy minimalnie zwęża sie od komory w kierunku wylotu.
Broń ta została wyprodukowana w 1863 roku czyli na początku produkcji IIgiej seri produkcyjnej Maynardów o czy świadczy dość niski trzycyfrowy numer seri fabrycznej 6xxx.
Karabin ma nr fabryczny 6xxx czyli można warunkowo szacować że jest to produkcja z 1863 roku.
Tak Maynard Rifle wyglądał przed renowacją...
Nie wiem czy forumowicze zauważyli ale zmieniłem muszke oraz ''wykasowałem'' przerzutową szczerbine zaślepiając gniazdo w lufie idealnie dopasowaną ''wkładką'' . Dodatkowo musiałem zrobić nowy buksik otworu zapałowego w ramie zamka gdyż oryginalny platynowy został wykradziony lub sie wytracił , buksik wykonałem z brązu BA 1032 z odpowiednio ukształtowanym wentlem z zapałem o fi około 0,75mm.
Następnie ''wykasowałem'' luzy na ryglu lufy jak i o co konkretnie chodzi przekażę w filmiku , zrobiłem nowe kominki tak pod kapiszony Nr 4 mm jak i ''wojskowe'' 6 mm .
Do tego pokusiłem sie o wykonanie według mego pomysłu praskę do ładowania gilz oraz kilka innych niezbędnych akcesori.
Podczas prac renowatorskich nad Maynardami poznałem ciekawe zagadnienia technicznej tej broni w tym jak sie zamyka-blokuje system lufa-baskila , system zapłonu różnice pomiędzy wojskowymi karabinkami a sportingami , budowa gilz i dlaczego współczesne repliki takowych gilz sa nienajlepszej jakości/budowy...oraz wiele innych kwesti o których w dalszej części tego tematu zajawię...c.d.n cierpliwości , będzie też seria filmowa i strzelania z różnych Maynardów gdyż na Śląsku ich troche ostatnio ''obrodziło'' [oczywiście oryginałów]...
Na począteczek relacja filmowa od cieszyńskich redaktorów z portalu ox , powstała też szersza relacja filmowa tworzona przez ''redaktora'' Darka M. tak z sobotnich strzelań jak i wystawy broni oraz ogólnie z całego cieszyńskiego święta , ale ten materiał będzie na kanale ''celpal'' ...
W ten wekend Cieszyńskie Bractwo Kurkowe obchodzi swoje 30 lecie reaktywacji z tej okazji w Goleszowie na strzelnicy odbywają się tradycyjne zawody-strzelania brackie w tym z broni c.p oraz organizowana jest wystawa-pokaz oryginalnej-epokowej broni przez kilku śląskich kolekcjonerów w tym i moja wystawa.
Przy okazji wystawy będą pokazowe strzelania z historycznych oryginałów , wszystko sponsoruje CBK oraz miasto...reszta oficjalnych zaproszeń w linkach w tym filmik promocyjny. Warto też nadmienić dla ludzi z poza Ziemi Cieszyńskiej że strzelnica Hubertus w Goleszowie jest położona w bardzo urokliwej okolicy warto przyjechać dla samego pikniku w górskiej okolicy zwłaszcza że piękna pogoda zapewniona...
Mało tego jak ktoś już się znudzi Goleszowska strzelnicą może zajechać do pobliskiego Cieszyna tam w ten wekend jest pełno kulturalnych atrakcji gdyż w tym czasie organizowane sa po obu stronach granicy '' Święto Trzech Braci '' link https://www.cieszyn.pl/strefa-mieszkanca...zenia/4432 , jak tego mało to w zasiegu wzroku leża dwa turystyczne kurorty Ustroń i Wisła też pełne atrakcji dla całych rodzin.
Wielu starych forumowiczów może sie też mocno zdziwić kto w 1995 roku wespół z kilkoma cieszyniakami reaktywował Cieszyńskie Bractwo Kurkowe
Chcesz coś wiedzieć więcej ? , jakieś szczegóły ?, pisz/pytaj tu , ja z chęcią odpowiem w tym temacie.